Koronakryzys: Jak wybrać polisę na życie

Na Covid-19 zmarło już ponad dwieście tysięcy Amerykanów, a każdego dnia pojawiają się dziesiątki tysięcy nowych przypadków. Mieszkańcy Stanów zaczęli masowo kupować polisy na życie. Northwestern Mutual, największy w kraju sprzedawca ubezpieczeń na życie, notuje 15-procentowy wzrost liczby sprzedanych polis, a internetowy portal AccuQuote – aż 30-procentowy. Jeżeli jesteś żywicielem rodziny, ten artykuł jest dla ciebie.

Co trzeba wiedzieć o ubezpieczeniu na życie

Ubezpieczenia na życie dzielą się na dwie podstawowe kategorie: czasowe (term insurance), wykupywane na kilka, kilkanaście lat lat, po czym odnawiane (lub nie) oraz na ubezpieczenie stałe (whole life i pochodne), nabywane, jak nazwa wskazuje, na całe życie. Stałe ubezpieczenie ma wiele wariantów: universal, variable, vanishing premium itp. oraz ich kombinacje.

Polisa czasowa chroni właściciela na wypadek jego śmierci w czasie ważności polisy. Coroczna składka pokrywa koszty kompanii ubezpieczeniowej i prawdopodobieństwo odszkodowania na wypadek śmierci (death benefit). Stałe polisy (whole life i pochodne) oferują to samo z tym, że za cenę od 5 do 8 razy wyższą, a do tego pozwalają na akumulację pieniędzy na koncie oszczędnościowym polisy (cash value). Istnieje wiele rodzajów stałych polis, ale ogólna zasada ich działania jest podobna, bo łączą ubezpieczenie z inwestowaniem, a trzymane być muszą do końca życia.

Wady ubezpieczenia stałego

Problem polega na tym, że inwestycyjne możliwości polis są notorycznie przesadzane i że whole life przedstawiane jest przez sprzedawców ubezpieczeń jako panaceum na wszystkie finansowe bolączki: jako ubezpieczenie na życie, świetne inwestycje, program emerytalny czy źródło pieniędzy na studia dla dziecka. Na poparcie swoich wywodów agenci pokazują imponujące wydruki komputerowe, które później nie znajdują pokrycia w rzeczywistości.

Agenci przemilczają pewne poważne wady swoich produktów, jak fakt, że pieniądze narastają na polisie niezwykle wolno, że klient nie ma nigdy wolnego dostępu do swoich pieniędzy, lecz może je tylko pożyczyć, i że wszystko, co uzbieramy przez lata na ubezpieczeniowym koncie przepadnie nam, gdy dobra Bozia zabierze nas z tego świata. Te i inne przyczyny czynią typowy whole life produktem kuriozalnym, drogim i niekorzystnym dla większości klientów. Szerzej wyjaśniam ten temat w trzecim tomie książki pt. „Ameryka dla każdego”.

Co stała polisa gwarantuje

Pewien miły przedstawiciel Metropolitan Life wyjaśnił mi przejrzyście, co polisa whole life gwarantuje, a czego nie. Whole life gwarantuje tylko to, że gdy będziemy płacić składki całe życie (whole life, stąd nazwa), to po naszej śmierci firma ubezpieczeniowa wypłaci kwotę, na jaką jesteśmy ubezpieczeni (zakładając, że firma przetrwa kilkadziesiąt lat do naszej śmierci). To wszystko. Nic więcej. Cała reszta, to obiecanki, które mogą być spełnione, ale nie muszą, a więc: samospłacanie się polisy, zwiększenie odszkodowania (death benefit), dywidendy. Gwarantowana jest minimalna wartość cash value (czyli stan konta ubezpieczeniowego) w poszczególnych latach, ale co nam po nim, skoro pieniądze i tak przepadną na rzecz firmy ubezpieczeniowej po naszej śmierci. Tak, kwota ubezpieczenia zostanie pomniejszona o cash value po naszej śmierci. Żaden agent o tym nie mówi. Odłóżcie, państwo, optymistyczne wydruki komputerowe, zapomnijcie o zapewnieniach sprzedawcy, przeczytajcie natomiast kontrakt polisy. Gwarantowane jest tylko to, co w kontrakcie. Ubezpieczenie whole life  gwarantuje tylko ubezpieczenie na życie, cała reszta, to “gdybanki”.

Komu potrzebne jest ubezpieczenie na życie

Wbrew pozorom, wcale nie każdemu. Ubezpieczenie jest potrzebne tylko komuś, kto ma na utrzymaniu osoby polegające na nim finansowo. Ubezpieczamy się, jeżeli nasza śmierć ma być finansowym ciosem dla rodziny. Żywiciel rodziny chce być pewien, że gdy go zabraknie, rodzina nie znajdzie się w przytułku dla ubogich, że żona spłaci pożyczkę hipoteczną, a dzieci ukończą szkoły. Ubezpieczamy się na tak długo, jak długo mamy kogoś na utrzymaniu i jak długo nie zakumulowaliśmy odpowiedniego kapitału, który zabezpieczy rodzinę. Po kilku czy kilkunastu latach, gdy dzieci podrosną, pożyczka hipoteczna jest spłacona, żona dostała intratną posadę i zakumulowaliśmy mająteczek, ubezpieczenia ma życie nie potrzebujemy wcale.

Agenci mówią, że nawet jeżeli ubezpieczenie nie ma dla nas pierwszorzędnego znaczenia, powinniśmy wykupić whole life, bo to świetna inwestycja. Nieprawda. Jeżeli potrzebujemy inwestycji, to udajmy się do firmy inwestycyjnej, a nie ubezpieczeniowej. Mając whole life, ciągle będziemy płacić za ubezpieczenie, którego nie potrzebujemy. Po co?

Dlaczego stałe polisy są drogie

Agenci tłumaczą, że whole life jest tak drogie w porównaniu z czasowym, bo odkładają się nam pieniądze na koncie. Podkreślają, że wykupienie polisy czasowej jest wyrzuceniem pieniędzy. Otóż, moi państwo, przyczyna jest inna.

Kupując term, ubezpieczamy się od prawdopodobieństwa śmierci, które jest tym mniejsze, im jesteśmy młodsi. W młodym wieku śmierć jest zdarzeniem losowym i dlatego płacimy mało (np. sto parędziesiąt dolarów rocznie za ubezpieczenie trzydziestolatka na 100,000 dol.). Kupując whole life, ubezpieczamy się od czegoś, co nastąpi na pewno – przecież kiedyś z pewnością umrzemy. Jaki sens ma ubezpieczenie się od zjawiska pewnego na sto procent? Ma sens tylko dla firm ubezpieczeniowych, bo tak sobie wykalkulują cenę polisy, żeby na niej doskonale zarobić.

Dlaczego stałe polisy popularne

Jeżeli polisy whole life są tak wątpliwym produktem, to dlaczego są tak popularne? Po pierwsze dlatego, że agenci firm ubezpieczeniowych są dobrymi sprzedawcami, a dobry sprzedawca sprzeda każdy towar. Po drugie dlatego, że rzeczywiście mają one uzasadnienie w pewnych przypadkach, z których najważniejszym jest planowanie spadkowe. Odszkodowanie z polisy whole life jest zwolnione z podatków od spadku. Milionerom opłaca się wykupić polisę whole life na parę milionów dolarów, zapłacić za nią krocie, ale za to uniknąć podatku od spadku, który w przeciwnym razie pochłonąłby większość majątku.

Dobre dla kogo?

Stałe polisy stanowią 34 proc. wszystkich sprzedawanych ubezpieczeń na życie, bo są najbardziej intratnym finansowym produktem.  Prowizja agentów  wynosić może połowę składek zapłaconych w pierwszym roku.

Ubezpieczenia whole life są więc sprzedawane każdemu, kto zechce słuchać. Dlatego właśnie agenci z Metropolitan na Florydzie wciskali pielęgniarkom ubezpieczenia, nazywając je programami emerytalnymi (głośny skandal w przeszłości).  Dlatego niektórzy agenci opowiadają rodzicom, że whole life trzeba kupić dzieciom (!) w dowód miłości rodzicielskiej. Dlatego wmawiają samotnym osobom, że whole life to najlepsza inwestycja. Rezultatem były liczne dochodzenia działalności firm ubezpieczeniowych w wielu stanach Ameryki. Przeczytaj artykuł w The Wall Street Journal pt. „Life Policies: The Whole Truth”, dostępny na sieci.

Wniosek

Każdy z nas, mający kogoś na utrzymaniu, powinien być odpowiednio zabezpieczony. Dla przeciętnej osoby stosowna jest polisa czasowa (term life insurance). Porzekadło mówi: Kup polisę czasową, inwestuj różnicę (Buy term, invest the difference).

Niestety, nie brakuje agentów, którzy sprzedają drogie, nieodpowiednie polisy klientom, którzy ich nie potrzebują, na przykład namawiają seniorów na wykupienie małej polisy whole life na pokrycie kosztów pogrzebu. Jeżeli przydarzy się to tobie, to podziękuj i sam uskładaj pieniądze.

Elżbieta Baumgartner

Elżbieta Baumgartner jest autorką wielu książek-poradników, m.in. “Jak inwestować w fundusze powiernicze”, „Ochrona zdrowia w USA”, “Otwieram biznes” i “Praca w Ameryce”.