Kilkanaście tysięcy złotych. Drogo, ale za to łatwo i przyjemnie. Wykładowca z drżącą ręką wpisuje kolejną „trójkę” do indeksu – bo ma inne wyjście? Większość prywatnych uczelni w Polsce jest niestety taka sama – złośliwi mówią o nich „fabryki magistrów”.
Niż demograficzny
Obecnie potencjalnych studentów (od 19 do 24 lat) jest aż o 100 000 mniej niż rok temu. Oznacza to, że maturzyści, którzy nie dostali się na państwowe uczelnie, będą niezwykle cenni dla prywatnych szkół wyższych. WSSM w Łodzi, które ostatnimi czasy notuje coraz mniejszą ilość chętnych, stara się robić wszystko, co może, by zatrzymać przy sobie każdego chętnego. Przekonała się o tym 20-letnia studentka Weronika (na potrzeby artykułu wszystkie imiona w tekście zostały zmienione), która po niemal roku nauki rzuciła studia na rzecz tych na Uniwersytecie Łódzkim:– Głównym powodem, dla którego zrezygnowałam z WSSM było to, że nawet bez przygotowania można zdać każdy egzamin. W porównaniu do UŁ poziom zajęć jest zatrważająco niski, być może dlatego, że uczelnia przyjmuje na studia prawie wszystkich, którzy się do niej zgłoszą. I to bez najmniejszej selekcji!
Zbyt dobrze oceniają?
Jak się okazuje, wielu studentom nie podoba się, że są oceniani nazbyt pozytywnie. Jak podkreśla Weronika:
– Wykładowcy zdają sobie sprawę z tego, że źródłem dochodu są studenci, dlatego robią wszystko, by zaliczali oni kolejne egzaminy. Uważam, że nauka na prywatnych uczelniach to strata czasu i pieniędzy.
Pracownicy wielu niepublicznych szkół również nieoficjalnie przyznają, że stawianie dobrych ocen to odgórnie narzucony wymóg. Nikt jednak otwarcie nie chce mówić o tej sprawie. W odpowiedzi na publicznie zadane pytania większość wykładowców, w obawie o swoją posadę, nabiera wody w usta i wymijająco twierdzi, że nie jest upoważniona do wypowiadania się na ten temat.
Ilość, nie jakość
Ze względu na błędy w organizacji studiów, prywatne szkoły są często zamykane przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Sytuacja taka miała miejsce w 2004 roku w przypadku Profesjonalnej Szkoły Biznesu w Krakowie. Uczelnia nielegalnie tworzyła zamiejscowe filie, fikcyjnie zatrudniała kadry i dała się poznać jako twórca ogłoszeń prasowych o tytule „kupię profesora”. Podobny problem dotknął Akademię Humanistyczno-Ekonomiczną (dawną WSHE) w 2009 roku. Nielegalnie prowadzone zajęcia, oskarżenia o oszustwo i przeprowadzanie „ekspresowych studiów magisterskich” to tylko niektóre z zarzutów pod kierunkiem tej szkoły. Gazeta Wyborcza pisała wówczas o „fabryce lipnych magistrów”. To, że zamknięto wyłącznie kilka kierunków, a nie całą AHE, świadczy wyłącznie o dużej cierpliwości ministerstwa do tej uczelni.
Co po studiach?
Warto przyjrzeć się możliwościom rozwoju kariery po uzyskaniu dyplomu z większości prywatnych uczelni. Jak mówi pan Marek, 27-letni kierownik w jednym z przedsiębiorstw w Zgierzu:
– Nie ważne czy jesteś absolwentem tej, czy innej prywatnej uczelni. Dyplom takiej szkoły nie ma dla nas żadnej wartości.
Pani Jolanta, właścicielka znanej szkoły językowej dodaje:
– Kiedyś zatrudniłam lektora z dyplomem prywatnej filologii angielskiej. Okazało się, że grupa na poziomie upper intermediate znała język angielski lepiej niż ich nauczyciel. Wszyscy klienci zrezygnowali z kursu. Więcej takiego błędu już nie popełnię.
Prywatne = złe?
Oczywiście zawsze istnieją wyjątki od reguły i niektóre prywatne uczelnie kształcą na stosunkowo wysokim poziomie. Ba! Niektóre znajdują się nawet na wysokich miejscach w prestiżowych, międzynarodowych rankingach. Warto jednak pamiętać, że pracodawcy wiedzą, które uczelnie cieszą się dobrą opinią, a które nie. Ostatecznie, podobnie jak w przypadku pani Jolanty, poznają się na pracowniku już w trakcie współpracy. Tak, czy inaczej, warto zastanowić się, czy warto studiować „na siłę”. Jak mówi pan Marek:
– Albo dobra uczelnia albo nic. Gdybym, jeszcze jako kandydat na studia, nie dostał się na uniwersytet, kształciłbym się zawodowo. Studium, technikum czy szkoła zawodowa prawdopodobnie nie wpisują się w marzenia większości młodych ludzi, ale trzeba pamiętać, że łatwo znaleźć po nich pracę.
Paweł Rogaliński, www.rogalinski.com.pl